“Pierścienie Władzy”. O zawartości Tolkiena w Tolkienie

W pewnym odcinku serialu “Ranczo” pojawia się scena, w której jeden z epizodycznych bohaterów napisał opowiadanie. Trafia ono do recenzji redaktora Witebskiego. Ten, sam będąc literatem, jest załamany widząc, że początkujący amator napisał arcydzieło. Wkrótce jednak okazuje się, że prawdziwym autorem jest jeden z noblistów, zaś na kursie pisania kazano uczestnikom spróbować je poprawić i udoskonalić, ponieważ dopiero wtedy widać, dlaczego wszystko ma swoje należne miejsce i trudno cokolwiek zmienić na lepsze, nie zaburzając całości. I właśnie w tym miejscu należałoby wyrazić żal, że twórcy serialu “Pierścienie Władzy” naszej rodzimej produkcji nie oglądali. 

“Pierścienie Władzy” – w cieniu Barad-dûr 

Najdroższy serial w historii. Takim mianem cieszy się “Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy”. Jeśli ktoś obiecuje wydać na serial kupę pieniędzy, to musi to być prawdziwy majstersztyk, prawda? Prawda? Otóż niekoniecznie… 

Już pierwszy sezon pokazał, że serial jest ewidentnie niedoinwestowany np. w sferze kostiumograficznej, a żołnierze byli uzbrojeni często dość tandetnie (elementy zbroi wyglądające jak nadruk na koszulce) – na co został zatem przeznaczony ten budżet? Do tego doszły absurdy fabularne jak skacząca do wody na środku Belegaeru Galadriela, czy Góra Przeznaczenia uruchamiana poprzez przekręcenie kluczyka w “stacyjce” to chyba najbardziej transparentne tego przykłady. Producenci otrzymali nader skromny materiał źródłowy i najwyraźniej postanowili całkowicie zignorować ducha prozy Tolkiena i wprowadzić w to miejsce swoje własne pomysły narracyjne. Miłośnikowi twórczości Profesora efekt zdaje się w najlepszym razie komiczny. Osobiście przyjąłem założenie, że obejrzę całość za punkt wyjścia przyjmując, że oglądam jedynie luźno związany z pierwowzorem serial  fantasy. Ku mojemu zaskoczeniu nawet wtedy całość była mizerna. Zwyczajnie nie ma niczego, co zainteresowałoby mnie na dłużej, oglądam więc bardziej z ciekawości, jakie głupstwo gotowi są jeszcze wymyślić (z biznesowej perspektywy Amazona może i jest to zadawalające).  

pierścienie władzy
pixabay.com

Wiele kontrowersji wśród fanów (Tolkiena, nie serialu…) wywołał sposób ukazania orków, który został zarysowany w pierwszym sezonie, w drugim zaś znacząco został rozwinięty. O ile początkowo zamysł był dobry, to jednak w moim przekonaniu producenci nieco się zagalopowali w swych dążeniach. Przedstawiona niegdyś przez Petera Jacksona narracja, jakoby orkowie mieli się legnąć w jamach przy jednoczesnym wyjaśnieniu ustami Sarumana, że ich praprzodkami byli torturowani i okaleczani przez Morgotha elfowie kompletnie nie trzyma się kupy. Amazon w swoim serialu jasno wskazuje, że orkowie rozmnażali się tak, jak ich przodkowie. Jednocześnie wprowadzenie postaci Adara, nie w pełni “zorczonego” elfa, mocno wątpliwej kanonicznie, acz ciekawej, dodatkowo podkreśla tę (d)ewolucję. Jednakże twórcom kompletnie nie udało się oddać natury orków, która bez wątpienia była nasiąknięta kłótliwością i nienawiścią. Ci nowi “woke” orkowie okazują się być jedynie biednymi, uciskanymi przez tyranów istotkami, które ponad wszystko inne pragną pokoju na świecie. Orkowie Tolkiena znacząco się od nich różnią. Ich zepsuta natura sprawiała, że nie potrafili żyć w zgodzie i pokoju nawet sami ze sobą, gotowi posiekać się nawzajem pod byle pretekstem. Obraz dalece nie przystający do tego, co udało się wyprodukować Amazonowi. 

Wyjątkowo ryzykownym zabiegiem w drugim sezonie było sięgnięcie po postać Toma Bombadila, który jest swego rodzaju osobliwością Śródziemia, tak tajemniczą, że do tej pory trwają w fandomie spory kim też on mógł być w rzeczywistości. Osadzenie go w charakterze Mistrza Yody na planecie Dagobah zdecydowanie nie jest ruchem, który przybliża Amazona do oryginalnego ducha Profesora. W gruncie rzeczy wątek hobbitów na Dalekim Wschodzie Śródziemia oraz tajemniczego nieznajomego, którego tożsamość ostatecznie (niestety) poznajemy to jedno ciągnące się pasmo nieszczęść i porażek. I aż żal ściska, gdy się pomyśli, że wprowadzenie wątków wschodnich i próba zaprezentowania kultury Rhûn znalazły swoje miejsce właśnie w tej części scenariusza, bo póki co Easterlingowie zapowiadają się, moim skromnym zdaniem, całkiem obiecująco na tle całości. 

Jedno trzeba natomiast bez dwóch zdań przyznać twórcom. Głosy oburzenia pojawiające się jeszcze przed pierwszym sezonem wyrażały swoje niezadowolenie z faktu odwzorowania multikulturowego społeczeństwa współczesnego Zachodu w tolkienowskim Śródziemiu. Dziś jednak całkowicie bledną wobec tego, co zafundował Amazon. Absurdy zgotowane przez scenarzystów oraz kostiumologiczny kicz sprawiają, że trudno nawet myśleć o tak mało istotnych rozdźwiękach jak etnografia Śródziemia. 

Światełko w jaskini Szeloby 

Porównując dwa dotychczas wyprodukowane sezony nie mógłbym uczciwie napisać tego artykułu nie odnotowując, że w tegorocznej odsłonie serialu pojawiły się pewne pozytywne elementy. Wszystko to jednak oczywiście należy odczytywać w kontekście poczynionego przeze mnie wyżej założenia, że mocno dystansuję się co do łączności produkcji z twórczością Tolkiena, stąd w tym miejscu kanoniczność odejdzie na dalszy plan. 

Wspominałem już o Easterlingach i muszę przyznać, że dotychczas wydają się być ciekawym elementem fabuły, zwłaszcza, że wiemy o nich niewiele i można się tu pokusić o wykreowanie egzotycznego zakątka Śródziemia bez uszczerbku dla kanonu. Orientalny kraj rządzony przez podejrzane mroczne siły to kierunek rozwoju fabuły, z którym chętnie bym się bliżej zapoznał. Pewien “niepokój” budzą jednak postacie zamaskowanych jeźdźców, którzy mogą być (o ile dobrze odczytuję dotychczasowy tok rozumowania producentów) nie tyle analogią Upiorów Pierścienia, co ich rzeczywistymi przedstawieniami z czasów przed przyjęciem dziewięciu pierścieni. Naiwnie będę tu trzymał się nadziei, że Amazon do tego się nie posunie. 

Nieco więcej na wyrazistości zyskuje także Númenor za sprawą przejęcia władzy przez Ar-Pharazôna i rozpoczęcia prześladowań Wiernych. W mojej ocenie skala prześladowań jest być może nieco przeakcentowana (zapewne znów oznaka skróconej chronologii) Co do zasady jednak rozwój fabuły obrał tu właściwy kierunek, obrazując zerwanie z dawnymi tradycjami i kultem religijnym. Dość znamienne i jakby nieco z innej bajki (biorąc pod uwagę lansowane przez Amazona idee) są słowa Elendila ” Cóż to za wiara, jeśli nie żyjesz według niej?”. Jeśli producenci pójdą tym tropem, jest szansa, że całość zyska na wyrazistości. 

pierścienie władzy
pixabay.com

Wątek wykuwania Pierścieni Władzy jest tutaj potraktowany w sposób odbiegający od kanonu, jednak przyznam, że sposób w jaki Annatar omamił Celebrimbora podczas jego pracy nad pierścieniami spodobał mi się i był zdecydowanie jednym z tych niewielkich plusów, jakich można doszukać się w serialu. Jednocześnie Annatar kończy wątek Adara, skądinąd ciekawy, to jednak ostatecznie bezsensowny z perspektywy całej historii. Ot, taki zapychacz, choć ciekawy. Z pewnością atak na Eregion, podczas gdy Sauron wciąż w nim przebywał pozwolił skrócić chronologię wydarzeń na potrzeby fabuły i zapewne takie było przeznaczenie “orkowej rewolucji” Adara. 

Ónen i-Estel Edain, czyli “Pierścienie Władzy” po dwóch sezonach 

Szczerze mówiąc “Pierścienie władzy” obecnie nie dają podstaw do większych nadziei. Być może udało się pewne kwestie nieco wyprostować i zmienić na lepsze. W dalszym ciągu nie jest to jednak produkcja skierowana do fanów Tolkiena. Szczerze mówiąc, trudno właściwie stwierdzić, kto miałby być odbiorcą. Być może po prostu Amazon podąża śladem Netflixa, którego “Wiedźmin” uczciwie pracuje na krytykę fandomu, na nowych widzach natomiast przesadnego wrażenia nie zrobi. Pozostaje jedynie z uporem maniaka powtarzać za Húrinem Aurë entuluva! Nadejdzie dzień! Nadejdzie dzień, gdy znów będziemy mogli cieszyć się dobrą produkcją osadzoną w Śródziemiu. 

Jeśli zaś chodzi o sam serial Amazona obawiam się, że po dwóch sezonach w tę muzykę wkradło się zbyt wiele dysonansów, by sami Valarowie byli w stanie temu zaradzić. Póki co pana Bezosa pozostaje wysłać przez Bramę Nocy i niech tam oczekuje aż się jego los dopełni, do spółki z innym niespełnionym melomanem. 

Podobał ci się nasz artykuł? Wesprzyj działalność Fundacji TUTAJ!

Powiązane artykuły

Skip to content