Jak Rzeczpospolita stała się spichlerzem Europy

Pełnienie przez Polskę funkcji spichlerza Europy stanowiło początkowo motor dla rozwoju całej gospodarki, lecz z czasem stało się swego rodzaju przekleństwem dla całego kraju.

W historii znanych jest wiele przypadków krajów czy regionów, które stawały się przysłowiowym spichlerzem. Wyrażając dumę z faktu, że i Polsce przypadł ten status zapominamy najczęściej, że nie wiązał się on automatycznie ze szczególną pomyślnością czy polityczną potęgą. Pełniący w czasach Imperium Rzymskiego, następnie Cesarstwa Bizantyjskiego i wreszcie kolejnych imperiów muzułmańskich rolę wielkiego zbożowego zasobnika Egipt był na ogół ściśle podporządkowany politycznym centrom poszczególnych wieków i pracował na cudzą potęgę ekonomiczną. Podobnie było także w przypadku Sycylii a dużo później również północnych wybrzeży Morza Czarnego, zaopatrujących ottomański Konstantynopol.

W naszej narodowej historiografii najczęściej mocno wypieramy fakt, że nie inaczej było także w przypadku Rzeczpospolitej, która wprawdzie zawdzięczała eksportowi zboża bardzo wiele, lecz z czasem stała się niestety odpowiednikiem dawnego Egiptu czy Sycylii, popadając w zależność od krajów, które importowały polską pszenicę w dużych ilościach.

Zbożowe predyspozycje

Początki polskiego państwa nie wskazywały wcale na to, że stanie się ono kiedyś europejskim liderem eksportu zboża. Klimat do uprawy był wprawdzie korzystny a ziemie wystarczająco urodzajne, lecz jeszcze w X w. za wyjątkiem wciąż stosunkowo niewielkich gruntów ornych zlokalizowanych głównie w Wielkopolsce, Małopolsce czy na Śląsku kraj Piastów porastała gęsta puszcza. Gdy wreszcie państwo okrzepło, wykarczowano całe połacie lasów, wzrosła liczba ludności, upowszechniły się młyny a między grodami utworzono odpowiednie trakty można było powoli zacząć myśleć o sprzedaży nadwyżek do innych regionów i krajów.

Eksport zboża mógł się dawniej odbywać głównie drogą morską, lecz pozostająca w XIII w. stanie rozbicia dzielnicowego Polska miała do niego utrudniony dostęp. Jeszcze w czasach Bolesława Krzywoustego Pomorze Gdańskie było podporządkowane krakowskim władcom, lecz później zależność ta poddawana była bardzo wielu próbom. Zajęci zmaganiem o władzę władcy dzielnicowi nie mieli na ogół wystarczającej siły, aby zapewnić trwały związek polityczny między Pomorzem a resztą kraju.

Wielkim przełomem dla polskiego zboża okazało się pojawienie Krzyżaków, którzy posiadając rozległe kontakty handlowe (wielki mistrz rezydował do 1309 r. w Wenecji, stanowiącej ówczesne centrum europejskiej wymiany towarowej oraz największy rynek finansowy) przyczynili się do znacznego ożywienia wymiany między dorzeczem Wisły a zachodnimi ośrodkami. Zakonnicy mieli w planach przede wszystkim doprowadzenie do utworzenia wielkiego szlaku handlowego łączącego Gdańsk i Toruń z koloniami włoskimi nad Morzem Czarnym, który umożliwiał im pośrednictwo w lukratywnym handlu wschodnim. Przy okazji zajmowali się jednak również handlem towarami dostępnymi w znacznych ilościach w Prusach i okolicznych ziemiach polskich, m.in. futrami, skórami, drewnem czy też zbożem.

spichlerz europy
Pieter Bruegel (starszy), „Żniwa”

Eksport polskiego zboża zaczął się więc w połowie XIII w. gdy w Gdańsku pojawili się faktorzy zachodnich kupców. Od samego początku dokonywał się on głównie poprzez Wisłę, stanowiącą najważniejszą arterię handlową w kraju. Dla całego, rozczłonkowanego wciąż kraju dość oczywistym było to, że zjednoczenie ziem polskich jest konieczne także z gospodarczego punktu widzenia, gdyż tylko jedność polityczna ziem znajdujących się w dorzeczu Wisły mogła zapewnić wolność od wewnętrznych ceł i sprawny wywóz z gdańskiego portu. Potrzeba ta stała się tym bardziej pilna, że po bezprawnym zajęciu przez Krzyżaków Gdańska w 1308 r. przed Polakami (i zbożem) wyrosła wielka handlowa bariera.

Zjednoczona za sprawą Władysława Łokietka Polska odbudowała się wzdłuż szlaku wiodącego znad Morza Czarnego w kierunku Gdańska a jej najważniejszym zadaniem było stale wyrzucenie Zakonu krzyżackiego z Pomorza. Na początku XV w. koniunktura na zboże bardzo się polepszyła, dlatego każdy rok funkcjonowania krzyżackiej blokady pozbawiał rodzimych eksporterów znacznych dochodów. W latach 1454-1466 Królestwo Polskie stoczyło z Krzyżakami wyczerpującą wojnę, w wyniku której odzyskiwało wprawdzie formalnie Pomorze, lecz nadal nie zyskiwało swobodnego dostępu do morza.

Gdański szkodnik

Gdańsk wyemancypował się jako osobne państwo w państwie jeszcze w czasach krzyżackich. Nie chcąc dzielić się zyskami z handlu zbożem oraz innymi artykułami z zakonnikami w pewnym sensie sam zdecydował o zmianie władzy na Pomorzu, finansując znaczną część wysiłku związanego z wojną trzynastoletnią. W zamian za udzieloną Polsce pomoc w odzyskaniu dzielnicy zażądał jednak ceny w postaci wielkiego przywileju z 1454 r., przyznającego mu monopol na pośrednictwo w handlu z zagranicznymi kupcami. Pochopnie udzielone Privilegium Casimirianum okazało się mieć kolosalny wpływ nie tylko na losy handlu zbożowego, lecz także całego państwa, walnie przyczyniając się ostatecznie do jego upadku.

Błędy popełnione przez króla Kazimierza Jagiellończyka w czasie jego długich rządów okazały się fatalne w skutkach. Po pierwsze, przywilej z 1454 r. ustanawiał Gdańsk nową, pozornie wcieloną do Królestwa Polski, przeszkodą dla eksportu polskiego zboża i całego handlu. Po drugie, pyrrusowe zwycięstwo odniesione nad Zakonem wiązało się jednocześnie z zupełnym zaniedbaniem kwestii wschodniej, tj. narastającego zagrożenia ze strony Turków i likwidacji przez nich włoskich faktorii handlowych. W efekcie istniejący przez ok. dwa stulecia szczególnie dochodowy i ważny z politycznego punktu widzenia szlak handlowy wiodący przez Polskę znad Morza Czarnego przestał istnieć. Turcy urośli w siłę i doprowadzili w kolejnym stuleciu do upadku Węgier, a tym samym do osłabienia handlu tranzytowego z tego bogatego niegdyś królestwa przez polskie terytorium. Tureckie podboje przyczyniły się wreszcie do wielkiej reorientacji europejskiego handlu ku Atlantykowi, co jeszcze bardziej wzmocniło uzależnienie Rzeczpospolitej od krnąbrnego miasta okupującego ujście Wisły.

Błędy Kazimierza Jagiellończyka sprawiły, że Polska stała się nagle w drugiej połowie XV w. krajem bardzo uzależnionym od zboża, a przez to od Gdańska i w konsekwencji także od zachodnich potęg, które później zdominowały port nad Motławą. Upadek wielkich szlaków handlowych wiodących przez Polskę przyczynił się z kolei do postępującej degradacji polskich miast i osłabienia stanu mieszczańskiego. Dzięki temu stan szlachecki był w stanie dokonać od końca XV w. i potem na przestrzeni całego XVI w. tragicznej w skutkach uzurpacji władzy w kraju. Zrównoważona uprzednio wpływami monarchy, możnowładztwa, szlachty, duchowieństwa i mieszczan Polska stała się w pełni rzeczpospolitą szlachecką. Siła szlachty była zaś wprost pochodną przekształcenia całej Rzeczpospolitej niemal w produkcyjną monokulturę zbożową. Praktycznie aż do pierwszej fali industrializacji w dobie Królestwa Polskiego w XIX w. życie polityczne i społeczne było zdominowane przez producentów zbóż.

Pozorny sukces

Już na początku XVI w. ustalił się w Rzeczpospolitej związany ze zbożem układ polityczno-społeczny, który zaważył na stopniowym upadku państwa. Gromadząca pod pretekstem Reformacji coraz większe majątki ziemskie szlachta przekształcała się w dominującą siłę w kraju, z czasem wykształcając nową warstwę magnaterii. Spływając z końcem lata ze swoim zbożem do Gdańska wydawała tam znaczną część swoich środków, pogłębiając tym samym zastój gospodarczy polskich miast. Utrzymujący świetne relacje ze zbożową magnaterią Gdańsk sabotował przy jej pomocy wszelkie próby naprawy państwa oraz inicjatywy zmierzające do ograniczenia jego wpływów (m.in. Komisję Morską czy tworzona w czasach Zygmunta III Wazy królewską flotę). W kraju nie wyodrębniał się zaś żaden nowy przemysł czy gałąź handlu i produkcji, ponieważ opowiadający się przeciwko Habsburgom obóz szlachecki optował za dobrymi relacjami z Turcją i państwami protestanckimi, które najbardziej szachowały Polskę w międzynarodowym handlu.

Eksport zboża, tak bardzo dochodowy szczególnie w XVI w., niestety bardzo skutecznie skrywał wszystkie kolosalne błędy popełniane przez obóz szlachecki, a następnie ostatnich Jagiellonów. Dodatni bilans handlowy ograniczał zjawiska inflacyjne, lecz w ciągu stulecia reklamowanego współcześnie jako „złoty polski wiek” Rzeczpospolita praktycznie podpisała na samą siebie wyrok, ponieważ nie czyniła praktycznie nic, aby odzyskać dostęp do szlaków handlowych prowadzących na wschód ani tym bardziej przejąć inicjatywę w handlu atlantyckim. Wysokie ceny zboża zapewniały komfort i samopoczucie bogacącej się magnaterii, ale tylko do czasu.

spichlerz europy
Autor nieznany, „Zboże płaci” – rewers dwustronnego obrazu

Rzeczpospolita stała się w XVI w. spichlerzem Europy, choć głównymi beneficjentami tego zjawiska nie byli Polacy tylko Holendrzy. Początkowo wydawało się, że na polskim zbożu najwięcej zyska Gdańsk, posiadający ogromne ambicje, ale i on szybko uległ dominacji niderlandzkiego kapitału. Port nad Motławą zdominowali faktorzy z Antwerpii i Brugii, a następnie z Amsterdamu. Dysponująca niewielkim terytorium Holandia potrzebowała zboża nie tylko do tego, żeby wyżywić swoją populację, ale także do tego, żeby uzyskać przewagę nad konkurencją. Współcześnie mamy niestety niewielką świadomość tego, że dla Holendrów bałtycki handel zbożem stanowił, zgodnie z ich własnym powiedzeniem, „matkę wszystkich handlów”, tj. najbardziej dochodowe i najbardziej strategicznie istotne przedsięwzięcie. Niezwykle ładowne statki wysyłane po zboże do Gdańska operowały ruchem wahadłowym aż do Półwyspu Iberyjskiego a nawet Apenińskiego, przywoziły z innych europejskich stref znaczną ilość towarów oraz umożliwiały minimalizację kosztów. Zbożowy interes powiązany był także z systemem udzielania wysokooprocentowanych kredytów i zaliczek w Polsce, a wysoka różnica w stopach procentowych między Gdańskiem a Amsterdamem umożliwiała osiąganie ponadnormatywnych zysków. Holendrzy bogacili się na polskim zbożu bardziej niż na Indiach Wschodnich, niestety za sprawą Gdańska, który stał się ich kolonią.

Wybitnie dobra koniunktura na zboże w XVI w. i początkach XVII w. połączona była z wyróżnioną pozycją Rzeczpospolitej jako najważniejszego dostawcy. Od czasu uruchomienia żeglugi narewskiej oraz szlaku wiodącego do Archangielska jako wielki konkurent na scenę zaczęła wkraczać stopniowo Moskwa. Przełomowym momentem w dziejach rodzimego „spichlerza Europy” był okres Potopu, kiedy w następstwie zablokowania eksportu z Polski Holendrzy i Anglicy zdołali uzupełnić powstałe braki importem z Rosji i Inflant. Pod koniec XVII w. coraz więcej zboża eksportowała także Turcja, a w następnym stuleciu konkurencja ze strony innych krajów jeszcze bardziej się wzmogła. Państwo polskie znalazło się na ścieżce prowadzącej do upadku, a narastające podporządkowanie polityki wewnętrznej przyszłym zaborcom sprawiło, że uzależnienie całej gospodarki od zboża utrzymało się praktycznie aż do połowy XIX w.

Zboże jako przeszkoda rozwojowa

Eksport zboża na zachodnioeuropejskie rynki odegrał początkowo niezwykle ważną rolę w rozwoju polskiej gospodarki, która wykorzystała swój naturalny atut. Popyt na polskie zboże walnie przyczynił się do uczynienia z Rzeczpospolitej kraju o wysokiej kulturze rolniczej. Popełnione w XV i XVI w. ogromne błędy polityczne sprawiły jednak, że polsko-litewskie państwo stało się niebezpiecznie uzależnione od eksportu zboża, a przez to także podatne na manipulacje Gdańska oraz Holandii. Optymalnym rozwiązaniem dla gospodarki tamtych czasów była większa dywersyfikacja zakresu produkcji oraz struktury eksportu, lecz główni beneficjenci eksportu zboża latami blokowali zmiany prawne i polityczne mogące zaradzić temu problemowi.

spichlerz europy
Autor nieznany, „Zboże nie płaci – awers dwustronnego obrazu”

Znaczny wpływ na taki obrót wydarzeń miała niewątpliwie rewolucja cenowa z XVI w. związana z odkryciem znacznych złóż srebra w Peru. Ceny zbóż rosły szybciej niż wielu innych towarów, co stwarzało mylne wrażenie, że eksport pszenicy czy żyta stanowi wyjątkowo perspektywiczną branżę światowej gospodarki. Gdy wreszcie nastąpiła korekta okazało się, że polska gospodarka ma poza zbożem niewiele do zaoferowania na światowych rynkach, a inne kraje wykorzystały miniony czas na rozwijanie nowych obszarów produkcji.

Nie dziwi tym samym, że nastające na suwerenność Rzeczpospolitej potęgi ościenne umiejętnie podtrzymywały polityczny i gospodarczy bezwład panujący w kraju manipulując wydarzeniami tak, aby utrzymać wyrosły na eksporcie zboża impas. Przekupywani przez Prusy lub działający na polecenie Rosji posłowie zrywający sejmy w imię obrony wolności szlacheckiej mieli za zadanie podtrzymać status naszej ojczyzny jako spichlerza Europy. W tym samym czasie inne kraje i regiony stawały się już stopniowo tkalniami Europy, bankami Europy, kopalniami Europy albo hutami Europy.

Okres, w którym Polska była spichlerzem Europy zapisał się oczywiście w naszej kulturze narodowej jako powód do dumy. Rozpatrywany sam w sobie, handel zbożowy odegrał wielką rolę w integracji całego kraju i przyczynił się do stworzenia imponującej infrastruktury w miastach go obsługujących. Polska perfekcyjnie wykorzystała naturalne atuty jakie zapewniała Wisła i jej liczne dopływy, zapewniając sobie bezpieczeństwo żywnościowe, o którym inni mogli tylko pomarzyć. Gdy w 1772 roku Fryderyk II dokonał zaboru polskich ziem stwierdził z ulgą, że jego kraj nie musi się już więcej obawiać niedoborów ani głodu.

Imponujący system w dorzeczu nie przekładał się jednak na skuteczną politykę u ujścia Wisły, gdzie Rzeczpospolita była szokująco bezbronna. Gdyby któremuś z władców udało się pokonać Gdańsk (jak choćby Stefanowi Batoremu), zboże uczyniłoby nas nie tylko spichlerzem Europy, ale i pierwszorzędną potęgą czy wręcz imperium.

Podobał ci się nasz artykuł? Wesprzyj działalność Fundacji TUTAJ!

______________

logotyp województwa podlaskiego

Zadanie publiczne “Nie jesteśmy tu od wczoraj. Edycja I. Bezkresy Rzeczpospolitej” jest finansowane ze środków Województwa Podlaskiego

Powiązane artykuły

Skip to content